O wynikach piłkarskich decyduje... wino

Trwa Euro 2012. To okazja do emocji nie tylko sportowych, ale też winiarskich.

Co prawda większość kibiców wybiera piwo – a raczej piwopodobny napój produkowany przez jednego ze sponsorów imprezy – ale niektórym udaje się kibicować przy szlachetnym gronowym trunku. O to nie byle jakim. Na spotkanie Włochy–Hiszpania organizowane przeze mnie w restauracji Butchery & Wine jeden z gości wparadował z szalikiem i butelką… Château Palmer 1990. Palmer to jedno z najsłynniejszych win z regionu Bordeaux, a 1990 uchodzi za czołowy rocznik ostatniego półwiecza. Flaszka kosztuje na aukcji, bagatela, 200€. W sam raz do podziwiania technicznych sztuczek Fabregasa i spółki.

Kibic-winomaniak natchnął i mnie, muszę przyznać. Pokazując mecze w ogródku wine baru Alewino z początku stawiałem z początku na „wina meczowe”, czyli lekkie, niezobowiązujące, która można bez problemów pić w większej ilości. Ale już w czasie spotkania Polska–Czechy sięgnałem po ciężką artylerię: słynne Barolo, Brunello, medalowe Rieslingi, a na koniec szampana (miał być na wiwat, był na pocieszenie i w tej roli sprawdził się świetnie). Wino to do meczu świetny napój, nie „zamula” tak jak piwo i mniej się nudzi.

Uważnym obserwatorom nie umknęło, że wino ma wpływ również na piłkarskie wyniki. Korelacja jest ewidentna. Fazę grupową przebrnęły kraje o mocno ugruntowanej kulturze wina. W grupie A – Czechy i Grecja, a odpadły Rosja i Polska – pomimo postępów nie dorównujemy jeszcze winiarstwu czeskiemu. Ambitna Chorwacja nie mogła winiarsko mierzyć się z Włochami i Hiszpanią. W tzw. grupie śmierci wbrew pozorom sytuacja była od początku jasna – dalej awansowali winiarscy giganci, czyli Portugalia i Niemcy, a do domu pojechali Duńczycy i Holendrzy, którzy własnych win praktycznie nie robią i wolą te z RPA czy Chile. Do jedynej anomalii doszło, gdy Ukrainę z mistrzostw wyrzuciła Anglia. Ale zasada „robisz lepsze wino – lepiej kopiesz w piłkę” gwarantuje, że synowie Albionu w ćwierćfinale polegną wysoko z największym producentem wina na świecie, czyli Włochami.

Piłkarze też generalnie lubią wino i to często wprost proporcjonalnie do swoich umiejętności. Wielkim znawcą Bordeaux był Ronald Koeman. Po zakończeniu kariery piłkarskiej za produkcję wina wzięli się Adrian Mutu i David Ginola, który robi obecnie jedno z najlepiej ocenianych win różowych w Prowansji. Ponoć na grze Radosława Matusiaka w Palermo zaważyło zamiłowanie do win sycylijskich. Jednak piłkarsko-winiarską sensacją ostatniego sezonu jest wino produkowane przez Andresa Iniestę. Pochodzący z La Manchy pomocnik wraz z rodziną zainwestował już w 120 hektarów winnic, a nius przedrukowały już wszystkie możliwe media winiarskie i nie tylko. Jest bolesnym paradoksem, że jeden z najlepszych piłkarzy świata swoim nazwiskiem firmuje wina absolutnie banalne, niczym nieróżniące się od miliona innych win hiszpańskich. Jeśli Bachus faktycznie steruje wynikami tegorocznego turnieju, Hiszpania Iniesty dostanie w ćwierćfinale bolesne lanie od Francji.
  • ZOBACZ TAKŻE:
  • Wino
Trwa ładowanie komentarzy...