Bąbelki najlepszym przyjacielem człowieka

Już za kilka godzin powitamy Nowy Rok hukiem petard i szampańskich korków.

Nie będziemy w tym osamotnieni. Wino musujące będzie się lało strumieniami od Nowej Zelandii po Kalifornię. Atmosfera święta nierozerwalnie kojarzy się z winnymi bąbelkami. Szampanem bądź winem „szampańskim” celebrujemy chrzciny, śluby, urodziny, awanse, kontrakty, wygrane w totolotka i w wyborach.

Skąd to się wzięło? Nikt nie pamięta. Już w XVIII wieku szampana pito w tej roli. Stał się wtedy najbardziej modnym winem w arystokratycznych kręgach i tak już zostało. Synonimem luksusu i bon tonu. Podróżujący w 1765 r. po Polsce Casanova opisał z zachwytem w „Pamiętnikach” przyjęcie wydane przez ks. Ponińskiego, na którym otwarto ponad sto butelek szampana. Taki gest mieli podówczas tylko magnaci w Polsce i carskiej Rosji.


Skojarzenie wina musującego z fajerwerkami jest zresztą stare jak ono samo. Mnich Dom Pérignon, któremu przypisuje się wynalazek szampana, o pierwszej degustacji miał zawołać z zachwytem: „Smakuję gwiazdy!”. Wynalazek to wszakże dużo powiedziane. Bąbelki w winie pojawiają się naturalnie wskutek fermentacji, tyle że w normalnych warunkach ulatują. Jeśli wino fermentuje w zamkniętym naczyniu, na przykład w zatkniętej korkiem lub choćby – jak 400 lat temu – gliną i słomą butelce, dwutlenek węgla rozpuści się w winie, które po odkorkowaniu będzie musować.

W Szampanii prędko nauczono się kontrolować te proces, a także doskonale wypromowano miejscowy wyrób. Produkcja wina szampańskiego to dziś ogromny biznes, kontrolowany przez międzynarodowe konglomeraty takie jak LVMH, obracające nieraz miliardami euro. Najbardziej znane szampany takie jak Moët & Chandon czy Veuve Clicquot stały się globalnymi markami; od Kalifornii po Nową Zelandię butelkę M&Ch otwiera się statystycznie co sekundę (!). A robi się na tym niesamowitą kasę – na półce butelka tego dość podłego wina wyprodukowanego z kilograma winogron kosztuje minimum 150 zł.


Nic dziwnego, że od stu lat szampana usiłuje się podrabiać na całym świecie. Wina musujące, niekiedy bardzo dobre, powstają od Kalifornii po Nową Zelandię, w tym m.in. w Chile, RPA (Méthode Cap Classique usiłowano bezskutecznie wylansować jako zamiennika szampana, ale za ok. 80 zł takie propozycje jak Graham Beck są całkiem ciekawe), Ukrainie i Mołdawii, a nawet w Indiach (słynne parę lat temu wino Omar Khayyam). Czymże innym niż nieudolną podróbą jest nasze słynne polskie Dorato, produkowane z soku winogronowego przywożonego cysternami z Włoch i sztucznie gazowanego nad Wisłą?

Wbrew bowiem wieloletnim staraniom innym winom musującym na świecie nie udało się dorównać „prawdziwym” szampanom (czyli winom z regionu Szampania, które jako jedyne mogą nosić na etykiecie zastrzeżoną nazwę Champagne). Szczególne warunki geograficzne i staranny proces produkcji sprawiły, że szampan pozostał tak samo niepowtarzalny, jak wielkie wina z Bordeaux czy Toskanii. Między innymi dlatego jest taki drogi.


Chociaż na szczęście w Polsce coraz tańszy. Parę lat temu byliśmy skazani na to nieszczęsne, smakujące zawsze tak samo Moët & Chandon za blisko 200 zł. Dziś mamy wysyp mniej globalnych marek szampana, a ceny zaczynają się od 100 zł. Nie polecam co prawda szampanów po 79,99 zł z dyskontów, ale już taki Geoffroy, Tarlant czy inny http://www.dom-szampana.pl/ po 125 zł to naprawdę znakomite propozycje. Najlepszą ofertę szampanów ma działający od dwóch sezonów importer Dom Szampana, m.in. takie sławy jak Agrapart, Égly-Ouriet, Gatinois i Pierre Gimonnet. A tutejszy Le Mesnil Grand Cru, który wygrał już kilka degustacji w ciemno, kosztuje 135 zł – sporo mniej niż sztampowe Veuve Clicquot. (Recenzja najlepszych propozycji z Domu Szampana – tutaj).


135 zł to sporo. Co prawda na Sylwestra i Nowy Rok warto się wykosztować, tak jak to robimy na stroje, fryzjera i bal. Jeśli chcemy wydać mniej, a dobrze się napić, sięgnijmy po dwie imitacje szampana najbardziej zbliżające się do oryginału: włoską Franciacortę i hiszpańską Cavę. Ta pierwsza, jeszcze mało znana, zatacza w Polsce coraz szersze kręgi i w cenie 70–90 zł stanowi doskonałą alternatywę dla win francuskich. Polecam takie marki jak Il Mosnel, Berlucchi (szeroko dostępne w sklepach Marka Kondrata) czy Majolini (Winkolekcja). Cava jest w Polsce już bardzo popularna, także dzięki cenie – w marketach dostaniemy ją już od 25 zł. To co prawda nie będzie smak taki jak szampana, ale z pewnością najlepszy sposób, by się tanio, a stylowo „zagazować”. Najlepsze Cavy, kosztujące od 70 zł, grają już za to w tej samej lidze co szampan, np. Maria Casanova Gran Reserva. Zainteresowanym polecam mój ranking 10 najlepszych Cav w różnych cenach. Miłego świętowania!

Więcej informacji o winach musujących, recenzje, cenowe okazje, wyszukiwarka win – na portalu Winicjatywa.
Trwa ładowanie komentarzy...